wtorek, 30 kwietnia 2013

Chapter one †




Moja historia zaczyna się dwieście lat temu. Byłem wtedy zwykłym nastolatkiem, no prawie, byłem aniołem. Chodziłem po świecie i obserwowałem świat, moje życie było nudne, każdy dzień wyglądał tak samo. Nie mogłem lubić, kochać, marzyć, czuć. Byłem niczym lalka, która ma pilnować porządku. Jednak pewnego dnia spotkałem małego chłopca, który płakał. Chciałem do niego podejść, pomóc mu, zapytać co się stało. Zatrzymywało mnie jedynie to, że miał rogi, był diabłem. Nie mogłem mu pomóc, złamałbym prawo, a na dodatek najważniejsze. Siedziałem wtedy na ławce, pod kwitnącą wiśnią. Ludzie, którzy mnie mijali patrzyli jak na jakiegoś dziwaka, w końcu wcale się nie ruszałem.  Mój wzrok wciąż spoczywał na chłopcu o włosach niczym złoto. Nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi blado-niebieskimi oczami pełnymi łez. Wtedy nie wytrzymałem, rzuciłem się do chłopca i wtuliłem jego małe ciało w siebie.
   - Co się stało? - zapytałem najmilej jak umiałem. Chłopiec podniósł głowę, spojrzeliśmy sobie w oczy, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Myślałem, że po prostu jest szczęśliwy... Myliłem się. Nagle wokół mnie pojawiło się pełno demonów, chcieli rozszarpać mnie swoimi pazurami. Słyszałem ich głosy, które mówiły, że zatruwam chłopca. Byłem przerażony. Nagle poczułem lekki ból w prawej ręce. Od razu tam spojrzałem i zobaczyłem, że chłopiec przejechał swoim pazurem po moim nadgarstku. Widziałem jak po białym materiale spływa czerwona ciecz, a później opada na szary chodnik. Czułem się w tej chwili dziwnie, nie mogłem pojąć co właściwie się stało. Nie bałem się, że mogą zrobić mi krzywdę, niezbyt ciągnęło mnie do dalszego życia, mogłem umierać, byłem na to gotowy. Nagle pojawił się ogromny wiatr, moje czarne włosy uwolniły się spod gumki i zaczęły latać we wszystkie strony. Przede mną stanęła kobieta ubrana w białą suknię. Miała kasztanowe włosy, biegi oraz duże, niebieskie okulary, które dodawały jej uroku.
   - Sebastianie Valentine, zostajesz wygnany z Alisu*, odbieramy Ci również możliwość bycia pełnym aniołem - przemówiła twardo, a wszyscy zgromadzeni wybuchnęli śmiechem i radością. Tylko Ci co stali za kobietą patrzyli na mnie z pogardą, ale i współczuciem.
   - Co? - zapytałem nagle, wciąż niezbyt rozumiejąc sytuacje.
   - Zostajesz upadłym - jej wzrok przeszedł po moim ciele i zatrzymał się na białych skrzydłach, które po chwili zaczęły robić się szare, prawie czarne. Nagle ludzie za kobietą wyciągnęli ręce w moją stronę i zaczęli szeptać niezrozumiałe dla mnie słowa. Przede mną pojawiło się niebieskie światło, które wciągnęło mnie do środka. Czułem jak dziwna energia tańczy wokół mnie. Bałem się. Pierwszy raz od trzystu lat, bałem się. Po chwili poczułem silne uderzenie powietrza. Zamknąłem oczy. Po chwili wszystko się uspokoiło, więc wziąłem głęboki oddech i otworzyłem oczy. Stałem właśnie w jakimś pomieszczeniu, a dokładniej mieszkaniu. Zacząłem się rozglądać. Wokół mnie stało pełno mebli, a każdy choć w połowie zniszczony. W sumie nie można było nazwać tego mieszkaniem. Farba na ścianach była cała zdarta. W powietrzu unosił się smród papierosów i alkoholu. Musiałem zacząć swoje życie na nowo.

Alis - kraj aniołów, położony między chmurami, widzą go tylko anioły, nikt więcej 

--------------------------------------------------------
No to taki mały rozdział na rozpoczęcie. Mam nadzieję, że się podobał. Proszę o komentarze i obserwacje. Następny rozdział pojawi się wkrótce. Możliwe, że nawet jeszcze dziś :D 

Witaj!