~ Upadły anioł ~
piątek, 3 maja 2013
Chapter two †
Od tamtego dnia moje życie zmieniło się całkowicie. Po grzecznym chłopcu, który zawsze miał wszystko zapięte na ostatni guzik, zapomniał świat. Nigdy nie odwiedzili mnie moi znajomi, których znałem za czasów bycia aniołem. Jednak niezbyt się tym przejmowałem. Wystarczało mi to, że moje życie nabrało trochę barw. Już nie musiałem obserwować ludzi ani chować się w krzakach, żeby nikt mnie nie zobaczył. Byłem niczym zwykły nastolatek. Nie chodziłem do szkoły, bo nie było mi to potrzebne. Jako anioł nauczyłem się pięciu języków. Zabrakło mi tylko kilkuset lat, a umiałbym o wiele, wiele więcej. Prawda jest taka, że tam panują inne zasady niż w świecie ludzi. Tutaj nauka jest codziennością, tam nagrodą. Ruszyłem wolnym krokiem w stronę łazienki. Przeczesałem swoje czarne włosy, które sięgały mi go brody. Jednak po chwili znów stały we wszystkie strony. Szybko umyłem zęby i wbiegłem nago do swojego pokoju. Z wielkiej szafy z lustrami, wyjąłem bieliznę, czarne rurki oraz szarą koszulkę. Szybko się ubrałem i poszedłem do kuchni. Nie byłem głodny, więc od razu ruszyłem do swojej pracy. Byłem kelnerem. Nie była to popularna restauracja, ale miała klientów, choć czasem zdarzały się dni, w które się tylko siedziało i czytało jakąś gazetę. Szedłem wolnym krokiem przez park, bo to była chyba jeden z lepszych skrótów, którymi iść mogłem. Włożyłem słuchawki do uszu i puściłem " In the end " zespołu Black Veil Brides. Kochałem ich muzykę, była prawdziwa. Po kilku minutach byłem w budynku. Od razu ruszyłem na zaplecze i zawiązałem w pasie czarny fartuch. Związałem włosy czarną gumką i wyszedłem na salę. Od razu stanąłem za ladą, obok Mirandy, dziewczyny, która się uczyła, ale musiała też zarabiać. Jej ojciec zginął dawno, więc pracowała tylko matka. Nie miały nikogo, kto mógłby im pomóc, ale dawały sobie radę. Podziwiałem je za to, że trzymają się mimo wszystko. Nagle drzwi się otworzyły, a do pomieszczenia weszła dziewczyna. Miała brązowe włosy, skórę o kolorze kości słoniowej. Jej wielkie, niebieskie oczy przeleciały przez całą salę, aż zatrzymały się na jednym ze stolików. Od razu tam ruszyła i zajęła miejsce. W każdym jej ruchu była szczypta gracji. Nie wiedziałem czemu, ale coś mnie do niej ciągnęło, jakby magia. Wziąłem mały notes i ruszyłem w jej stronę. Gdy stanąłem obok niej, uśmiechnęła się.
- Zamawia coś pani? - zapytałem tak jak nas uczono. Prawda była taka, że świat ludzi lubił bawić się w brutalność i jeśli nie słuchało się ludzi ważniejszych od siebie, nie było najlepiej. Dlatego mimo wszystko zawsze starałem się wykonywać polecenia, nawet te najmniejsze, najgłupsze. Coś w stylu mówienia do młodszych od siebie "pani". Ale nie narzekałem. W tym świecie czułem się o wiele lepiej, nie musiałem siedzieć i patrzeć czy nikt nie zrobi sobie krzywdy.
- Macie coś krwistego? Najlepiej jeszcze nie upieczonego - zdziwiłem się na jej słowa. Jednak pokiwałem głową na "tak".
- Steki - powiedziałem. Dziewczyna się chwilę zamyśliła. Wygięła swoje sine usta w trąbkę, po czym klasnęła w dłonie.
- Niech będą dwa, najbardziej krwiste jakie umiecie zrobić! Możecie mi dać nawet surowe! - krzyknęła wesoło, po czym oblizała usta. Była dość dziwna, ale nic nie mówiłem. Ruszyłem do kuchni i powiedziałem co chce. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni, ale powiedziałem, że nie żartuję. Od razu wyjęli talerz i z zamrażalnika wyjęli kawał mięsa. Chcieli sprawdzić czy dziewczyna żartowała, czy nie. Wziąłem posiłek dla gościa i ruszyłem w stronę stolika. Gdy dziewczyna zobaczyła posiłek, wstała szybko. Złapała kawał mięsa i zaczęła go łapczywie pożerać. Po brodzie zaczęła cieknąć jej krew, byłem przerażony, bo dobrze wiedziałem kim dziewczyna jest. Był to wampir. Patrząc na to jak rzuciła się na mięso, dawno nic nie jadła. Mogliśmy się spodziewać, że w każdej chwili rzuci się na nas i będzie chciała nas zabić. Nie wiem czy dałbym radę ją powstrzymać, w końcu nie jestem już aniołem. Moja moc jest słaba, bo nie ćwiczę jej. Jedynie jestem dobrze rozwinięty fizycznie. Zacząłem przyglądać się dziewczynie. Nagle jej oczy z bursztynu przeszły w czerwień. Gdy jej ręce były już puste, spojrzała na mnie z pożądaniem. Oblizała usta, na których wciąż było trochę krwi. W jednym momencie jej paznokcie urosły, były teraz długie, trójkątne, a na dodatek ostre. Mimo iż nie poczułem ich na sobie, to wiem, że były ostrzejsze niż cokolwiek innego. Czytałem o nich kiedyś w księgach. Nawet nieco pamiętam co było tam napisane...
" Zmieszaj stal, złoto i wszystko co twarde i ostre. Odejmij uczucie, dodaj krew. Poczuj w sobie żądzę. Uwierz, że to co kiedyś czytałeś, staje się prawdą. Nigdy nie waż dotknąć się zła, którym jest wampir. Może wydawać się to dziwne, ale oni nie mają serc, w dosłownym i przenośnym znaczeniu. Ich ciało w środku jest inne, nie mają tego co my czy ludzie. Właśnie dlatego zostali żadnymi krwi bestiami. Możesz wbijać w nie noże, ale oni nie zwrócą na to uwagi. Ubędzie im tylko trochę krwi, którą sobie zwrócą z ciała człowieka. Kiedyś - Alis Mogroment, napisała to co widziała, tak, była to kobieta, która poznała wampiry. Jej opisy do dziś są niczym mleko dla serca. Jej słowa brzmiały w umyśle, ciele, sprawiały, że każdy poczuł strach. Ale jaki był naprawdę wampir? Na to pytanie ludzie szukają odpowiedzi od lat, znaleźli ją. Dowiedzieli się, że skóra wampira jest bardziej blada, niż skóra człowieka, po dostarczeniu krwi do ciała, staje się ciepła, rumiana. Ich oczy wyglądają jak diamenty, ale można w nich zobaczyć głód, okrucieństwo czy zmęczenie światem, co brało się z ich nieśmiertelności. Najgorsze były ich paznokcie, które w jednym momencie stawały się długie, ostre, bał się ich każdy. Potrafiły przeciąć wszystko, dosłownie. Osoba, która została nimi dotknięta, po jakimś czasie umierała. Miały w sobie jad. [...] "
Dobrze pamiętałem co było tam napisane, bo swego czasu wampiry mnie zaciekawiły. Chciałem wtedy je poznać, zobaczyć do czego są zdolne. Jednak dla anioła, który musiał dbać o bezpieczeństwo ludzi, było to niemożliwe. A właśnie dziś... Zobaczyłem to czego tak pragnąłem. Powinienem się cieszyć, ale boję się śmierci. Spojrzałem jeszcze raz na kobietę, która patrzyła na ludzi w pomieszczeniu, jakby zastanawiała się kogo ma zabić pierwszego. Jej wzrok zatrzymał się na mnie. Znów patrzyłem na jej czerwone oczy. Oblizała usta, po czym rzuciła się na mnie. Była szybka, ale udało mi się odskoczyć. Wszyscy patrzyli przerażeni na to co się dzieje. Musiałem ich uratować, musiałem zrobić coś, co było niedorzeczne dla aniołów. Ale ja przecież już nie byłem aniołem. Byłem upadłym, prawie demonem. Wyrosły mi czarne skrzydła, wciąż miały pióra, a właśnie tylko to sprawiało, że nie byłem demonem, gdyż oni mieli skrzydła niczym nietoperze. Zamachałem kilka razy skrzydłami, wzbiłem się w górę. Jednak byliśmy w budynku, więc na nic to się zdało.
- Złaź na dół, ptaszynko. Chyba, że mam do ciebie przyjść - zawołała kobieta. Nie posłuchałem jej, więc uśmiechnęła się. Zaryzykowałem jeszcze bardziej, użyłem mocy. Wokół mnie pojawiła się szara mgła, która zaczęła otaczać wampirzycę. Kobieta machała swoimi pazurami na wszelkie strony, ale przecież nie da się przeciąć powietrza. Udało jej się tylko trochę je odgonić. Skorzystała z tego. Skoczyła na mnie. Wystraszyłem się, nie zbyt zrozumiałem co się stało. A gdy wszystko zrozumiałem, było za późno. Wbiła swoje szpony w moje skrzydło. Poczułem jak jakaś maź rozchodzi się po moim ciele, czułem się okropnie. Był to ból w płynie. Przed oczami zaczęło robić mi się ciemno, po chwili nie widziałem już nic.
wtorek, 30 kwietnia 2013
Chapter one †
Moja historia zaczyna się dwieście lat temu. Byłem wtedy zwykłym nastolatkiem, no prawie, byłem aniołem. Chodziłem po świecie i obserwowałem świat, moje życie było nudne, każdy dzień wyglądał tak samo. Nie mogłem lubić, kochać, marzyć, czuć. Byłem niczym lalka, która ma pilnować porządku. Jednak pewnego dnia spotkałem małego chłopca, który płakał. Chciałem do niego podejść, pomóc mu, zapytać co się stało. Zatrzymywało mnie jedynie to, że miał rogi, był diabłem. Nie mogłem mu pomóc, złamałbym prawo, a na dodatek najważniejsze. Siedziałem wtedy na ławce, pod kwitnącą wiśnią. Ludzie, którzy mnie mijali patrzyli jak na jakiegoś dziwaka, w końcu wcale się nie ruszałem. Mój wzrok wciąż spoczywał na chłopcu o włosach niczym złoto. Nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi blado-niebieskimi oczami pełnymi łez. Wtedy nie wytrzymałem, rzuciłem się do chłopca i wtuliłem jego małe ciało w siebie.
- Co się stało? - zapytałem najmilej jak umiałem. Chłopiec podniósł głowę, spojrzeliśmy sobie w oczy, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Myślałem, że po prostu jest szczęśliwy... Myliłem się. Nagle wokół mnie pojawiło się pełno demonów, chcieli rozszarpać mnie swoimi pazurami. Słyszałem ich głosy, które mówiły, że zatruwam chłopca. Byłem przerażony. Nagle poczułem lekki ból w prawej ręce. Od razu tam spojrzałem i zobaczyłem, że chłopiec przejechał swoim pazurem po moim nadgarstku. Widziałem jak po białym materiale spływa czerwona ciecz, a później opada na szary chodnik. Czułem się w tej chwili dziwnie, nie mogłem pojąć co właściwie się stało. Nie bałem się, że mogą zrobić mi krzywdę, niezbyt ciągnęło mnie do dalszego życia, mogłem umierać, byłem na to gotowy. Nagle pojawił się ogromny wiatr, moje czarne włosy uwolniły się spod gumki i zaczęły latać we wszystkie strony. Przede mną stanęła kobieta ubrana w białą suknię. Miała kasztanowe włosy, biegi oraz duże, niebieskie okulary, które dodawały jej uroku.
- Sebastianie Valentine, zostajesz wygnany z Alisu*, odbieramy Ci również możliwość bycia pełnym aniołem - przemówiła twardo, a wszyscy zgromadzeni wybuchnęli śmiechem i radością. Tylko Ci co stali za kobietą patrzyli na mnie z pogardą, ale i współczuciem.
- Co? - zapytałem nagle, wciąż niezbyt rozumiejąc sytuacje.
- Zostajesz upadłym - jej wzrok przeszedł po moim ciele i zatrzymał się na białych skrzydłach, które po chwili zaczęły robić się szare, prawie czarne. Nagle ludzie za kobietą wyciągnęli ręce w moją stronę i zaczęli szeptać niezrozumiałe dla mnie słowa. Przede mną pojawiło się niebieskie światło, które wciągnęło mnie do środka. Czułem jak dziwna energia tańczy wokół mnie. Bałem się. Pierwszy raz od trzystu lat, bałem się. Po chwili poczułem silne uderzenie powietrza. Zamknąłem oczy. Po chwili wszystko się uspokoiło, więc wziąłem głęboki oddech i otworzyłem oczy. Stałem właśnie w jakimś pomieszczeniu, a dokładniej mieszkaniu. Zacząłem się rozglądać. Wokół mnie stało pełno mebli, a każdy choć w połowie zniszczony. W sumie nie można było nazwać tego mieszkaniem. Farba na ścianach była cała zdarta. W powietrzu unosił się smród papierosów i alkoholu. Musiałem zacząć swoje życie na nowo.
Alis - kraj aniołów, położony między chmurami, widzą go tylko anioły, nikt więcej
--------------------------------------------------------
No to taki mały rozdział na rozpoczęcie. Mam nadzieję, że się podobał. Proszę o komentarze i obserwacje. Następny rozdział pojawi się wkrótce. Możliwe, że nawet jeszcze dziś :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)